Wszystkowidzące Oko
2019, trójkanałowa projekcja viedo, dźwięk, każdy kanał 8'39"

Wszystkowidzące oko to praca Joanny Rajkowskiej stworzona specjalnie dla Muzeum Narodowego w Brasilii. Była efemeryczną interwencją w objętą ochroną UNESCO architekturę budynku powstałego w ramach generalnego planu budowy brazylijskiej stolicy. Przez dwa wieczory na hemisferycznej fasadzie muzeum wyświetlana była przygotowana przez artystkę projekcja.

Interwencja wiąże się z osobistym doświadczeniem artystki, której córka urodziła się z rakiem oczu. Użyta w projekcji sekwencja zdjęć gałki ocznej pokazuje rozpad rozwijającego się w niej nowotworu. Rajkowska w reprezentatywnej skali demonstruje to, co niewidoczne, chore, odrzucone, ale również proces walki z chorobą. Jej praca jest refleksją nad poznawaniem świata w warunkach ograniczonego widzenia, a także biologiczną i polityczną funkcją wzroku. Zrealizowana w mieście będącym architektonicznym wcieleniem modernistycznej utopii, stawia pytanie o rację istnienia błędu.

Tytuł pracy odwołuje się do teorii władzy widzenia, mechanizmów obserwacji i kontroli. Można odczytywać go jako nawiązanie do historii miejsca – idealnego miasta o przejrzystej tkance urbanistycznej, wybudowanego na potrzeby państwowego aparatu. Gigantyczne zdjęcie oka wyświetlane na kopule muzealnego budynku przypomina o istnieniu niewidzialnych systemów nadzoru. Jednocześnie kwestionuje rolę instytucji muzeum, w którego misję wpisane jest zachowywanie wizualnych śladów historii, a przez to współtworzenie jej wizji.

Sześć lat później Rajkowska zdecydowała się na rozszerzenie pracy nad fenomenem błędu i zmontowała materiał z 2013 roku. W efekcie powstała trójkanałowa projekcja wideo, która przeciwstawia koncept miasta idealnego i żyjącego organizmu.  A dokładnie –  klęskę budowy miasta idealnego oraz tragedię ciała z mutacją genetyczną.

TEKST:

Diagnoza. Doktor Hautz, Centrum Zdrowia Dziecka, Warszawa, 1 marca 2012 roku, 7 rano. Po niewyspanej nocy czuję w sobie proszek, mam ciężkie, suche powieki. Stres niepewności trzyma mnie jednak w pionie. Róża, nasza 9-miesięczna dziewczynka spędziła poprzedzającą noc owinięta czujnikami, kablami, rurkami, podłączona do aparatury mierzącej możliwie wszystko co dało się zmierzyć. Andrew, tata Róży, jest szary. Doktor miał nadzieję, że Róża się nie obudzi, ale teraz 9-miesięczne ciałko wierzga konwulsyjnie, a dr. Hautz wchodzi swoim aparatem w jej gałki oczne.

Gdyby nie było to przerażające, gdybyśmy nie musieli z całej siły trzymać jej maleńkiej jeszcze główki, to wyglądałoby to jak scena z Mechanicznej Pomarańczy. Pielęgniarki wchodzą i wychodzą, w pokoju jest wiele ludzi. Dr. Hautz odwraca się i mówi. “To zła choroba jest. Rak oczu, obustronny, retinoblastoma.” Ktoś podaje mi butelkę z wodą i kładzie mnie na kozetce obok.

Pierwsze trzy lata, po diagnozie, Róża spędziła w wielu szpitalach: najpierw Centrum Zdrowia Dziecka w Warszawie, potem Royal London Hospital i Great Ormond Street Hospital w Londynie. 6 cyklów chemioterapii, 5 operacji: 3 laserem i dwie wymrażania nowych guzów. Nie usunięto oczu. Widzi. Lekarze mówią, że raczej skanuje obraz rzeczywistości. Mówią też, że widzi tak, jakby miała dwie pięści tuż przed oczami. Ale ja myślę, że po prostu widzi. I może gdzieś w środku jej głowy powoli powstaje trzecie oko, nie utracone oko ciemieniowe, jak u strunowców, a prawdziwe, trzecie, wszystkowidzące oko, które widzi to wszystko, czego nie widzą jej oczy.

Obraz miasta z satelity może wyglądać jak obraz wnętrza ciała, wnętrza oka. I powierzchnię naszej planety, i dno oka bada się za pomocą zintegrowanych, cyfrowych systemów przetwarzania obrazów. Widzimy trójwymiarowe struktury, organy, guzy, narośla, przepukliny. Nad i pod, systemy, układy, rdzenie, dystorcje i dysfukcje. Wszystko można zobaczyć…

W starożytności miasta chińskie i indyjskie budowano w oparciu o magiczne modele wszechświata. W jezuickich reductiones, idealnych miastach Nowego Świata, w Paragwaju i Brazylii, społeczności Indian poddane były ścisłym rygorom religijnym narzuconym przez zakonników. Miasto miało cywilizować, dyscyplinować i zbawiać.

Idealne miasto modernistyczne, dzięki swojej logice i funkcjonalności miało wprowadzać utopijny, racjonalny porządek. Postęp! Władza rozumu wcielona w plany i bryły nie przewidywała rebelii ani chaosu. Nie bez przyczyny Stwórca otrzymał masońskie miano Wielkiego Architekta.

Spójrz: Brasilia – 5788 km², 1050-1200 m n.p.m. Plan: kondor lub samolot. W „kokpicie” miasta położone są budynki rządowe, ambasady oraz prezydencki Pałac Jutrzenki. Niedaleko Muzeum Narodowe – biała kopuła Oskara Niemeyera, idealna sferyczna krzywizna. Gałka oczna. Powinna być gładka, ale kiedy podchodzę bliżej, okazuje się, że jest pokryta liszajami, łuszczy się, pęka, grzybieje, widać szczeliny przebiegające po jej powierzchni jak żyłkowanie tkanki. Wilgoć wprowadza życie w tynk pokrywający kopułę. Rozsadza go, jak guz, który wyrósł z plamki żółtej u Róży.

Po latach mozołu wznoszenia budynków Brasilii robotnicy zaczęli osiedlać się na pobliskich wzgórzach. Z interioru przybyło wielu ludzi szukających tu szansy na przetrwanie. Powstały slumsy. Slumsami zaczęły rządzić gangi. Poziom przemocy stał się zatrważający. Dzieło wymknęło się spod kontroli – stwierdził Oscar Niemeyer.

Spójrz, to jest wnętrze prawego oka Róży, w którym siatkówka nie przestała namnażać swoich komórek i chcąc zobaczyć absolutnie wszystko przerosła samą siebie. Tak, udało się zatrzymać jej szaleńczy rozrost, i guz zamienił się w wygasłą gwiazdę, uwięzioną w gałce ocznej. To właśnie powiedzieli ludzie patrząc na widok dna jej oka na kopule muzeum Niemeyera w Brasilii. Powiedzieli – jaki piękny widok kosmosu….

 

Zamknij