wywiady, rozmowy, teksty


Rozmowa z Łukaszem Kałębasiakiem dla Gazety Wyborczej


Łukasz Kałębasiak: Twój film rozgrywa się w obozie dla uchodźców w Dżeninie, ale nazwałaś go przewrotnie "Camping Jenin"

Joanna Rajkowska: To był oczywiście żart. Nabeel Alraee, który współprowadził ze mną warsztaty we Freedom Theatre, opowiadał nam o Amerykaninie, który przyjechał do obozu dla uchodźców Aroup pod Betlejem gdzie Nabeel się urodził i zapytał go "where do you live?", "gdzie mieszkasz?". Nabeel odpowiedział "I live in the camp". Na to Amerykanin: "Oh, great! You've got a camping here!". Za każdym razem wybuchaliśmy śmiechem słuchając tej opowieści.

Często tam jeździsz...

Może to jest tak jak w piosence Armii: "Dłuży się noc / Uciekły z rąk latarnie / Dlatego znów podróż na Wschód". Po sześciu latach moich podróży w ten rejon świata sama zaczęłam się pytać skąd bierze się we mnie ta fascynacja. I siłą rzeczy trafiłam na wątek romantycznej podróży na Wschód. Zaczęłam czytać o podróży Słowackiego, Byrona. Podróż Słowackiego była podróżą do Palestyny, w której byli i Arabowie, i Żydzi, ale nie było państwa Izrael. Jestem agnostyczką, dla mnie Jerozolima nie jest świętym miejscem a Izrael to nie Ziemia Święta. Ale konflikt bliskowschodni, który jest coraz bardziej złożony, jest konfliktem modelowym i mówiąc o nim, mówimy o każdym konflikcie na świecie. Bliski Wschód to w jakimś sensie centrum świata.

Między jedną a druga podróżą do Palestyny byłaś w niemieckim Uhyst. "Azyl dla uchodźców w Uhyst" to druga część wystawy.

Uhyst to niemiecka wioska niedaleko Drezna, czysta do bólu, zadbana, gospodarna, ludzie bardzo dobrze wychowani. Miałam tam zrealizować projekt publiczny. Zostałam zaprowadzona pod budynek i kuratorka powiedziała mi: wiesz, marzylibyśmy, żebyś zrobiła coś z tym budynkiem. Miałam straszny opór, żeby cokolwiek tam zrobić, bo cel tych działań był oczywisty - przyciągnąć inwestora, który zrobiłby coś z tym budynkiem i przy okazji wygenerować jakąś atrakcję turystyczną. W budynku działała założona w XVIII wieku szkoła z internatem dla młodzieży szlacheckiej z Niemiec, Polski, Litwy. Czyli kuźnia edukacyjna, wychowująca przykładnych Europejczyków.Gdy tylko zobaczyłam spis tego, co ci chłopcy powinni jeść na śniadanie, co posiadać - np. przepisową ilość skarpetek, szlafmycek i koszul, dalej ich ścisły rozkład dnia, uznałam, że to świetna europejska matryca. Co więcej, wszystkie te regulaminy były pisane gotycką czcionką, co mnie uderzyło najbardziej, bo kształt czcionki też formatuje myślenie o tekście. Potem znalazłam zdjęcie na którym z jednego z okien szkoły zwisa nazistowska flaga.

Byłam świeżo po podróży na Zachodni Brzeg. Dlatego pewnie nałożyły mi się dwie klatki: tego chaosu w Palestynie, obozu dla uchodźców, skumulowanej energii bez ujścia i opustoszałego budynku, z szeregiem śmierdzących starymi wykładzinami pokojów, czekających nie wiadomo na co. Wyobraziłam sobie ludzi, którzy prędzej czy później tutaj przyjadą, bo świat pęka w szwach od uchodźców, i którzy zechcą tutaj żyć. Jak ta europejska matryca kulturowa będzie się miała do ich przyzwyczajeń, do ich matrycy? Nijak. Dlatego powstał "azyl dla uchodźców".

Każdy zrujnowany pokój przeznaczyłaś dla innej nacji wypisując nazwę kraju na ścianie. Szwabachą.

To była najbardziej cyniczna część projektu. Im gorszy status danej grupy uchodźców, tym gorsze wybierałam pomieszczenie. Tylko że władze wioski nie zgodziły się, żeby budynek był zwiedzany od wewnątrz. Mój projekt fotograficzny był więc zemstą na tym zakazie.

Jak przyjechałam do Uhyst ponownie, dowiedziałam się, że we wczesnych latach '90 wioska dostała propozycję przyjęcia 120 uchodźców, ale mieszkańcy zaprotestowali. Co nie jest niczym dziwnym, bo uchodźcy wszędzie są znienawidzeni, nawet w samej Palestynie. Niemniej uderzające jest, że wyrazili zgodę na projekt w symboliczny sposób oznaczający budynek jako azyl dla uchodźców, ale żywych ludzi nie chcieli widzieć.

 
powrót do strony głównej

 

powrót do strony głównej

artist statement

c.v.

bibliografia

wywiady, rozmowy, teksty